XCVII Frajer

     Nie mam czasu na nic. Nie mam ochoty na nic. Wszystko mi mówi, że to nie jest dobry moment, żeby siadać do klawiatury. Wszystko mi mówi, że właśnie teraz powinienem opowiedzieć co się dzieje w mojej głowie. Nie wiem co się dzieje w mojej głowie. Natłok myśli gęstnieje tak bardzo, że ledwo starcza miejsca na oddech. Duszę się, w swoim sosie.

     Codwutygodniowa wycieczka po Starszaki, poprzedzona smsami od ex. Codwutygodniowe fiasko. Wróciła do swojego pomysłu sprzed roku, by zaproponować spacer z dziećmi, ale w jej towarzystwie.

 – Pójdziemy sobie na spacer, tak jak chciałeś. W czwórkę, może jeszcze nasz pies. Dzieci powiedziały, że tylko ze mną będą czuć się bezpieczne. Przestańmy się przepychać dla dobra dzieci.

     Kurwa mać! Bezpieczne? Cudownie zawoalowane, pełne dobrej woli, spolegliwe do granic ludzkiej empatii – jesteś zagrożeniem dla swoich dzieci, boją się ciebie.

     Dlaczego się boją? Jakim cudem? Dwa lata temu, podczas naszego ostatniego wspólnego weekendu nie wydarzyło się nic, co mogłoby dzieci tak nastroić. Żegnaliśmy się z uśmiechami, mimo, że każdemu z nas było przykro, że to koniec wspólnego czasu i znowu będziemy musieli czekać na siebie. Potem wymyśliła sobie, że jestem zagrożeniem dla dzieci i mnie od nich odcięła. Dwa lata. Dwa lata!!! Dzieciaki musiałyby mieć wolę ze stali, żeby nie dały jej się urobić.

 – Sędzia dosyć jasno dała ci do zrozumienia, że nasze spotkania w twoim towarzystwie nie są dobrym pomysłem i ponoć zrozumiałaś jej argumenty przeciw twojemu rozwiązaniu na rozprawie. Ile razy będziemy jeszcze przerabiać ten temat, żeby w końcu do ciebie dotarło? Przestań forsować swoje pomysły udając, że dążysz do porozumienia. Chętnie pójdę z dziećmi na spacer, ale bez ciebie. Zacznij odkłamywać rzeczywistość jaką wykreowałaś dzieciom.

 – Cóż, twoja decyzja. Jeśli nie jesteś skory do wspólnego wysiłku dla dobra dzieci, to ja nic nie poradzę.

      Tę samą formułkę powtórzyła jak automat, gdy pojawiłem się pod domem o wyznaczonej porze. Wyszła sama, tylko w kapciach, wygłosiła komunikat i odwróciła się by wrócić do domu.

 – Poproś dzieci, żeby wyszły – zawołałem do jej pleców. – Daj nam kilka chwil by zamienić chociaż słowo.

     Pozostała głucha na moje prośby. Również na to, by wpuściła mnie do nich. Zaproponowałem, że wejdę do nich na górę, będą w swoich pokojach, na swoim terenie kiedy ona i jej facet będą przecież na dole.

 – Nie ma mowy. Dzieci się na to nie zgadzają. – rzuciła zanim zniknęła za rogiem.

     Nie wiem jak wróciłem do domu. Samochód sam mnie zawiózł. Usiadłem w fotel i tępo gapiłem się w wyłączony telewizor. Potem przyszła fala złości, bezsilnej wściekłości. Czułem jak zaczynają palić mnie policzki i, że jeszcze chwila i wybuchnę.

     Rób coś! Rób! Zajmij się czymś człowieku, bo nie będzie co z ciebie zbierać! Natychmiast się przebrałem, wskoczyłem w samochód i czym prędzej ruszyłem do warsztatu. Wierć dziury, mierz, przypasowuj, składaj kręć śrubki i dalej wierć. Zadzwoniłem do Wujka i poprosiłem o pomoc. Spędził ze mną kawał dnia, cierpliwie znosząc mój podminowany, grobowy nastrój, posuwając do przodu spory kawał roboty. Pierwsze dechy już u klienta i nawet z grubsza przymierzone. Wygląda na to, ze wszystko pięknie gra i w poniedziałek debiutancki montaż. Chociaż coś do przodu.

     Wróciłem do zimnego domu. Ostatni tydzień w domu bywałem gościem, tak więc moja etażówka powinna się palić przez dłuższą chwilę non-stop, żeby nadgonić to co zdążyło się  przez ten czas wychłodzić. Ciężko, gdy mieszka się samemu. Gdy o tym pomyślałem, dołożyłem sobie kolejną cegiełkę przygnębienia i ruszyło dalej. Jest połowa grudnia a ja nie mam pojęcia co mógłbym kupić Małej Mi i Cześkowi pod choinkę. Stojąc w sklepie przy półce z kolorowymi opakowaniami bajerów dla dzieciaków prawie się popłakałem. Widząc ceny tych cudów, też nie wpadłem w lepszy nastrój. Nie mam bladego pojęcia kim przez te dwa lata stały się moje dzieci! Co za ojciec może powiedzieć o sobie takie rzeczy?

     W bonusie dowiedziałem się, jak czuje się dziewczyna, którą przeleciał facet a potem kazał jej spadać i dał do zrozumienia, że nie zadzwoni.

     Frajer.

     Czynne żale nad sobą i wpadanie na coraz gorsze pomysły.

     Frajer.

     …właśnie odechciało mi się pisać.